Niech żyją grzyby i bakterie! Czyli czeczotowatość

czeczotka.jpgBywają – i to wcale nie tak rzadkie – cechy drewna, uważane za wadę i dyskwalifikujące drewno w wielu przypadkach pod względem jego możliwości użytkowych. Okazuje się, że nie jest to tragedia. Warto wiedzieć, że te same cechy w pewnych szczególnych przypadkach są poszukiwane i stanowią zaletę. Zmiana wady w zaletę ma miejsce szczególnie przy intarsjach czy okleinach, dzięki którym powierzchnie zyskują oryginalny wygląd. Mowa tu o tych wszystkich wynaturzeniach na powierzchni drewna, takich, jak żyłki, plamki, oczka, narośla, przebarwienia, przemieszczenia włókien – które tworząc niepowtarzalny rysunek, dają szansę na stworzenie unikatowego działa o najwyższych wartościach sztuki zdobniczej.

Dobrym przykładem takiej właśnie nobilitacji czegoś, co w innych okolicznościach przyczyniłoby się do pełnej dyskwalifikacji materiału, są okleiny produkowane z czeczotki brzozowej i topolowej.

Ponieważ szybki quiz pod hasłem: „Czeczotka? A co to takiego?” nie przyniósł zadowalających efektów, rzućmy snop światła na ten termin. Z dwóch znaczeń – jedno to nazwa ptaka – skupmy się na interesującym nas, drugim. Czeczotka to nic innego jak drewno o skomplikowanym układzie słoi, mogącym przybrać postać żyłek, plam. Ów charakterystyczny rysunek słojów określa się mianem czeczotowatości. Jest ona efektem przerostu tkanki drzewa w miejscu zgrubienia pnia, wywołanego działaniem grzybów i bakterii, obecnością licznych pędów śpiących lub mechanicznymi urazami pnia. Najczęściej tym niezwykłym wyglądem dotknięte bywają drzewa liściaste: głównie brzoza czy topola, rzadziej – jawor i jesion.

Ciekawi was, dlaczego współcześni producenci drzwi sięgają coraz częściej po tę właśnie okleinę? Żeby udzielić odpowiedzi na to pytanie, musimy sięgnąć do historii. Dzisiejszy renesans czeczotki ma swoje korzenie w stylu Biedermeier, który w pierwszej połowie XIX wieku narodził się w krajach niemieckojęzycznych, jako nieco powściągliwa odpowiedź protestanckiego mieszczaństwa na bogaty, przeładowany zdobieniami francuski empire. Gdyby chcieć wymienić najbardziej rozpoznawalne cechy biedermeieru, stanowiłyby je: prostota, funkcjonalność, elegancja, ograniczenie dekoracyjności. Wyraźne inspiracje czerpał z antyku, poddając się z wdziękiem dyktatowi proporcji, co zadecydowało o charakterze form mebli biedermeierowskich. Nie bez kozery mówi się o nich, że są spójne i harmonijne, bez względu na to, czy mowa o niemieckim biedermeierze – masywnym, bardziej surowym, z większym naciskiem położonym na prostotę – czy lżejszym austriackim, gdzie ogólne wrażenie ulegało złagodzeniu z powodu zastosowania większej ilości obłych, łukowatych form.

Jedyną ozdobę prostych, nieskomplikowanych kształtów mebli, stanowiły ich powierzchnie – wykorzystujące delikatną dekoracyjność forniru, do czego czeczotka ze swoim niepowtarzalnym rysunkiem słojów nadawała się wręcz znakomicie.

Uniwersalny (pamiętajmy o zapożyczeniach z antyku) charakter, elegancka forma mebli biedermeierowskich – wraz z możliwością łączenia ich, zestawiania z innymi stylami o bardziej rozbudowanym decorum – są dziś we wnętrzarstwie jakościami bardzo poszukiwanymi. Moda, która wyciągnęła z lamusa biedermeiery, doceniła ich prostotę, funkcjonalność, łatwość, z jaką wpasowują się we współczesne wnętrza. Czas działa na ich korzyść: kojarzone powszechnie z prestiżowym wystrojem, są nie tylko ozdobą wnętrz, ale traktuje się je również jako lokatę kapitału.

Nic więc dziwnego, że w odpowiedzi na rosnącą popularność biedermeierów i czeczotkowych fornirów, producenci drzwi w swojej ofercie uwzględniają i tę właśnie, czeczotkową, okleinę oraz jej imitację. Wpisując się w jeden z popularnych wnętrzarskich trendów, harmonijnie zamyka przestrzeń, stylistycznie współbrzmiąc z całym wystrojem.